Na co komu coach czy mentor?
Choć nie było kiedyś nazw takich jak „coach” czy „mentor”, to co robimy wcale nie jest nowe. Zarówno Jan Chrzciciel, jak i Jezus byli mentorami i coachami w jednym.
Bardzo porusza mnie fakt, że choć nie było kiedyś nazw takich jak „coach" czy „mentor", to co robimy w ramach nie tylko chrześcijańskiego ruchu wcale nie jest nowe.
Zarówno Jan Chrzciciel, jak i Jezus byli mentorami i coachami w jednym.
Biblia usłana jest — zwłaszcza Stary Testament — mądrością, która zaprasza, aby się jej radzić. Dawniej mentor i coach nazywany był po prostu nauczycielem. Rabbim.
Już starożytni myśliciele mieli rzesze ludzi, którzy chętnie szukali u nich mądrości życia. Szukanie mądrości w takiej formie było bardzo popularnym i szanowanym trendem.
Nie rozumiem pewnego rodzaju kościelnej arogancji, wskazującej jakobyśmy dziś takich osób nie potrzebowali i że jest to wymysł naszych czasów.
Tak, termin „coach" zdecydowanie nie jest biblijny i może kojarzyć się wielu z jakimś dziwadłem, pomysłem naszych czasów. Przecież Słowo Boże powinno nam wystarczyć.
No cóż, powinno było też wystarczyć uczniom Jana Chrzciciela, a jednak chodzili za nim szukając mądrości, szukając Mesjasza. On jako najlepszy coach i mentor wskazał im Jezusa i uczył ich zarówno jak żyć, oraz jak Go znaleźć.
Nie twierdzę, że każdy mentor i coach to od razu Jan Chrzciciel, jednak warto sobie właśnie takiego szukać.
Kogoś, przy kim wydasz dobre owoce swojego istnienia, swojego ducha i odnajdziesz blisko siebie żywego Jezusa — tam, gdzie dotąd nie byłeś w stanie rozpoznać Go sam.
A jeśli porusza Cię serce gdy dzielę się z Tobą swoimi myślami, jeśli porusza Cię serce w kierunku rozwoju swojego życia w zgodzie z Ewangelią — zapraszam Cię na sesję mentoringową.
Z serca,
Iza
Jeśli te słowa Cię poruszyły — zapraszam Cię na rozmowę.
Umów sesję